wtorek, 2 listopada 2010

Ważne dni

Heloł!

Ostatnie dni biły aż po oczach ważnością swą - jedne ważnością ogólną poniekąd dziejową, inne ważnością prywatną moją i mojego otoczenia.

Otóż: ogólną i dziejową ważność święta "Wszystkich Świętych" znają wszyscy - nie muszę przybliżać atmosfery zadumy i powagi tegoż. Tylu wielkich w różnych względach i aspektach w tym roku odeszło... Chciałam początkowo powspominać ludzi dla mnie ważnych, którzy już (stety dla nich, a niestety dla mnie) patrzą na mnie "z góry" - dziadka Janka z jego kaszubszczyzną i "miemcami", dziadka Henia z jego niesmiertelnym Fredro dla dorosłych, grubymi żartami i sprośnymi przyśpiewkami zawsze adekwatnymi do sytuacji, Michała, Bartka, Babcię PrawieMęża itd itd, ale to chyba zbyt osobiste jak na takie miejsca.

Ważnością moją i moich bliskich jest natomiast przypadająca w dniu halloween rocznica :) Otóż tego dnia pojawił się w naszym domu pewien szkrab. Miał cztery tygodnie, spokojnie mieścił się w złożonej w "miseczkę" dłoni i krzyczał przeraźliwie. Na imię miał mieć Kapsel...

Po dwóch miesiącach w naszym domu Kacperek wyglądał już tak:




Rósł szybko, jak na drożdżach, rozwijając się dosłownie w oczach:


Głównie śpiąc...






Ale i buszując - napawał i wciąż napawa nas tkliwością:




Znacie to uczucie, kiedy wychodzicie z pokoju na MINUTĘ zostawiając kota tak:


A wracając zastajecie tak?:


Hehe. I pomyśleć, że to gryzące szczęście jest u nas od roku, przecież ledwo wczoraj jechaliśmy z PrawieMężem dzień przed wszystkimi świętymi 120km we mgle gęstej jak mleko po kociątko...

No i jeszcze anegdotka (ze specjalną dedykacją dla Czarnego (w)pieprza). Moja strachliwość jeżeli chodzi o miejsca ciemne, samotne i potencjalnie nawiedzone jest szeroko i powszechnie znana. Sama nie wiem co, ale najprawdopodobniej zaćmienie umysłowe, lub chwilowe skretynienie spowodowało, że na propozycję PrawieMęża cobyśmy odwiedzili grób jego kolegi koło godziny 22 przystałam i to nawet chętnie. Roiły mi się estetyczne doznania kolorowych lampek na grobach, na cmentarzu oświetlonym przecież licznymi latarniami i w towarzystwie tłumów ludzi, które po tymże cmentarzu będą się kręcić. Nie wzięłam pod uwagę faktów iż: cmentarz na Miłostowie położony jest w głębi lasu i rozlicznymi połaciami tegoż lasu podzielony, godzina bliska północy jednak nie jest najczęściej wybieraną porą spacerów, Michaś leży z daleka od głównych pól na cichym uboczu. No, wyobraźcie mnie sobie ;) Trzęsąca się sierotka, widząca za każdym krzakiem strzygę, a za każdym nagrobkiem upiora, świecąca zupełnie durno latareczką wielkości ołówka (nie powiem ile światła daje, bo bym się musiała wyrazić) i kurczowo wpijająca się rozczapierzonymi szponami w ramię PrawieMęża. Na delikatną uwagę, że zaraz mu coś połamię, albo zadam rany szarpane głucha byłam jak pień. Na pytanie, czy nie mogę go normalnie chwycić za rękę rezolutnie odparłam, że w ten sposób będzie mnie trudniej odczepić... Prawdopodobnie wszystkie strzygi i upiory umarły ze śmiechu, niemniej jednak do samochodu wsiadałam z sercem na zębach i solenną przysięgą, że newer ewer egejn... Pewnie do przyszłego roku ;)

A dowód, że byłam mam - co prawda rozmazany, ale jest:

9 komentarzy:

  1. Piękne kocię, a widok mi znany i owszem:)A w święto to się nie masz co strachać, duchy przychylne są i strzygi też:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam. Przeczytałam już wczoraj ale nie zdążyłam nic napisać. Dziekuję za dedykację! A czytając dołożyłam sporo swojego i nawet przyszło mi do głowy jak mogłaby się ta historia zakończyc....
    A kot bardzo koci:)))

    OdpowiedzUsuń
  3. O matko!! :-DDD
    To Ty jesteś taki sam strachulec jak moja Asia! Jak ja ją lubię straszyć!! Hihihi! Tym łatwiej mi, że mamy ducha w domu :-DD

    A kotek - no cudo!! I te niewinne oczęta :-DD

    OdpowiedzUsuń
  4. Śliczne kociątko:)
    Ciepło pozdrawiam i dziękuję serdecznie za odwiedziny na blogu.Miło na serduchu!
    Uściski posyłam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudny kociak...Pozdrawiam ciepło i dziękuje za miłe słowa...no i odwiedziny.

    OdpowiedzUsuń
  6. z kotami to zawsze tak, niewiniątka rozkoszne jedne... :)))

    co do duchów, zmór, strzyg i innych zadumanych miejsc, to ja się nie wypowiadam, bo strach... ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Fantastycznie się czytało :))) Kociątko przecudne. Ogólnie podsumowując - na Twoim blogu odpoczywam ;)

    OdpowiedzUsuń